Przejdź do treści

NNO. Po stronie odpowiedzialności.

Komentujemy świat. Chcemy go zmieniać na lepszy.

Poznaj nas
Nosiłem torbę  za Wujcem
Głębiej w Siebie

Nosiłem torbę  za Wujcem


24 marca, 2021

Mowa pożegnalna Kuby Wygnańskiego na pogrzebie Henryka Wujca

Trudno powiedzieć krótko o kimś tak ważnym. Był mi nie tylko znajomym. Nie tylko szefem, nie tylko nauczycielem, ale i mistrzem. Był też autorytetem, a zatem kimś, przed kim nie chciałbym się wstydzić. Dobrze mieć takie osoby, bo to ułatwia nawigację. Najpierw nie było to takie trudne, bo po prostu nosiłem torbę za Wujcem. Wystarczyło chodzić za nim. Czasem biegać, bo on biegał. Byłem trochę adiutantem, kimś w rodzaju sekretarza sekretarza. Nie byle jakiego sekretarza!  

Henryk był tytanem pracy i mistrzem organizacji. Miał wrodzony talent. Jakąś mieszaninę chłopskiego uporu i sprytu. Był jednocześnie Henrykiem i Heniem – cudownym stopem tego, co supertwarde, niemożliwe do zdarcia i do zatrzymania, z  tym, co miękkie, łagodne. Był wyposażony w bardzo wrażliwą, odporną na zakłócenia – bo wewnętrzną – nawigację. Miał w sobie coś z pszczoły, nie tylko ze względu na pracowitość, ale i zmysł kierunku. Wierzył i rozumiał, że Prawda istnieje naprawdę – transcendentnie, że jest czymś więcej niż sumą interpretacji. Nie jest moja lub twoja i nie leży pośrodku. Że trzeba jej szukać i że to jest wysiłek, że trzeba jej bronić, a nie używać jako broni. 

Wreszcie, że można być patriotą, synem polskiej ziemi, a w jego przypadku to jest prawie dosłowne, i troszczyć się o sąsiadów, dobrze im życzyć i wspierać ich w potrzebie. Że patriotyzm to nie deklamacje, ale codzienny wysiłek, to także szukanie prawdy o nas samych  – kompletnej ze wszystkim, co wzniosłe, i wszystkim, co trudne. Tak, to wszystko nam pokazywał. On tego nie nauczał, on nie pouczał. Nie napisał swoich „rozważań o Polsce”. Dawał świadectwo. Praktykował. Wiedział, że moralizowanie nie czyni ludzi moralnymi. Jest martwe jak wiara bez uczynków. Był w tym rzadki i dlatego tak cenny.

Zakończę anegdotą – mogłoby być ich setki, ale wybiorę tę jedną. Miałem sposoby na swojego szefa. Czasem naprawdę potrzebowałem, żeby znalazł czas dla mnie… Miałem patent „na długopis”. Henryk miał bardzo dużo długopisów i zawsze dbał, żeby ich nie stracić… ani jednego.

No więc opierałem mój fortel na tej jego „słabości” do długopisów. Kiedy chciałem go wyciągnąć na korytarz przed biuro OKP na Wiejskiej (był posłem I kadencji i… oczywiście sekretarzem OKP), wchodziłem pod jakimś pretekstem do jego pokoju i spośród wręcz geologicznych złóż papieru, które miał na biurku (wszystkie bardzo potrzebne), zabierałem jeden z wielu leżących tam długopisów. Nie żadne pióro, ale taki zwyczajny, tani długopis. Później siadałem na ławeczce na korytarzu i mogłem być pewien, że nie minie kwadrans, a pojawi się Heniek z pytaniem: „Kuba, nie wziąłeś mojego długopisu?”. I już miałem go na chwilę tylko dla siebie. Pamięć Henryka jest bardzo cenna. To swoisty kapitał żelazny. Wspólnie powinniśmy o nią zadbać, ale nie tylko balsamując ją w licznych wspomnieniach i anegdotach. Powinniśmy jakoś zapamiętać tę mapę, te nawigacyjne narzędzia, które nam zostawił.

Jedną z takich form będzie działanie Funduszu Obywatelskiego, który od lat kilku wspiera działania, które, jak wierzymy, dobrze odczytują to, czego chciałby Henryk. Za zgodą rodziny Henryka fundusz ten będzie nosił jego imię. 

Artykuł został opublikowany w 8 numerze Magazynu NNO.

Udostępnij:

Dołącz do naszej społeczności

Zarejestruj się bezpłatnie, otrzymasz dostęp do wykładów, najnowszych artykułów, wywiadów i podcastów.

Dowiedz się więcej