• Brak produktów w koszyku.

Dbajmy o stan zaciekawienia drugą osobą

Gniew może być sterowany i wywoływany politycznie. Sztandary polityczne mogą prowadzić do zideologizowanej nienawiści, przechodzącej nawet w fanatyzm wojenny. To bardzo niebezpieczne i podstępne działanie

Mówiąc o gniewie, podzielę się obserwacjami pochodzącymi zarówno z gabinetu terapeutycznego, jak i ze sfery publicznej. To nie są takie same gniewy. Bo czym innym jest praca terapeutyczna nad destrukcyjnym gniewem osobistym, a czym innym gniew wyrażany społecznie, na przykład w obronie jakichś ważnych wartości.   

Mniej nienawiści to więcej zdrowia 

Na ogół gniew traktowany jest jako emocja negatywna. Dlatego niechętnie  przyznajemy się do gniewu. Przyjemniej jest myśleć, że on nas nie dotyczy. Jesteśmy skłonni do ukrywania gniewu przed sobą i stosujemy różne metody, dzięki którym gniewamy się, myśląc, że się nie gniewamy. Jedną z nich jest projekcja gniewu polegająca na dostrzeganiu gniewu poza sobą i przerzucaniu go na kogoś innego. Chociaż to ja czuję gniew, uważam, że to ten inny gniewa się na mnie. Takie przerzucanie odpowiedzialności jest powszechnie stosowane w walce politycznej. Czasami mogę gniew racjonalizować: mówię, że bronię wyższych wartości, a poruszam się w świecie podwyższonego ciśnienia własnych resentymentów. Do dojrzałych mechanizmów zalicza się sublimację. Nie przypadkiem ruch na strzelnicach w Polsce rośnie, a myślistwo ma się świetnie. Strzelając albo biorąc udział w polowaniu jako myśliwy, zabijam, wyładowując emocje, których mogę nie być świadom. Z dysocjacją gniewu mamy do czynienia wówczas, gdy ktoś próbuje tę emocję odłączyć od własnej psychiki. Chce myśleć o sobie, że jest dobry i szlachetny. Gdy w tym stanie podłoży komuś nogę, a żona go zapyta – „Czemuś to zrobił?”, wtedy odpowie  – „Nie wiem, diabeł mnie podkusił”. I nie będzie to dalekie od metafizyki teologicznej, bo przy „opętaniu” dochodzi do odszczepienia części osobowości po to, aby móc utrzymać pozytywny autoportret.  

Z kolei z reakcją pozorowaną mamy do czynienia wtedy, gdy z radia dobiega do nas niezwykle łagodny, nieomal aksamitny, ciepły głos. A treść jest pełna wściekłości. Po ten sposób sięgają osoby, które udają, że są z gruntu dobre, wręcz przedobre. I wreszcie najprostszy mechanizm: wyparcie. Jeśli nie przyznaję się do swojego gniewu, myśląc, że jestem człowiekiem łagodnym, a gniew jest własnością niedobrych ludzi zupełnie innych niż ja, sięgam po wyparcie.

Po tym wyliczeniu nasuwa się wniosek – za sunnickim teologiem z VII w. Ali ibn abi Talibem – że im mniej nienawiści, tym więcej zdrowia. Zwłaszcza że wrogość, gniew, wściekłość i nienawiść zaliczamy do zachowań niszczących tak samo adresata i autora gniewu. Ale irytacja czy stan przelotnej złości jako coś doraźnego to przecież stany naturalne i nie ma powodu zaprzeczać, że się one w nas często pojawiają, natomiast warto je rozumieć. 

Cięższa bateria gniewu 

Gniew impulsywny pojawia się, kiedy coś wydarza się nagle, wbrew woli, na przykład zawiesza się komputer, znaleźliśmy się niespodziewanie w ulicznym korku i grozi nam spóźnienie. O zgrozo! Ile czasu stracę! W takich sytuacjach ważne jest, czy stać nas na autorefleksję, na spojrzenie z dystansu na sytuację, a przede wszystkim na siebie. I przejść z reaktywności w refleksyjność. Czy akceptuję ten stan? Czy jestem gotów go korygować? Taką sytuację można – paradoksalnie – wykorzystać do rozwoju osobistego. 

Co kobiece, a co męskie 

Czynniki biologiczne decydują o tym, że mężczyźni, mając więcej hormonu wywołującego gniew – kortyzolu – częściej go doświadczają. U kobiety jest wyższy poziom oksytocyny, zwanej hormonem empatii. W tym sensie mężczyźni mogą mieć więcej kłopotów z gniewem, muszą częściej niż kobiety mierzyć się z tym stanem.  

Gdy terapeuta słyszy: „Zawsze po rozmowie z szefem boli mnie głowa”, to może to znaczyć, że podczas rozmowy w gabinecie szefa ta osoba musiała tłumić gniew, uśmiechać się, chociaż wściekała się. Podobnie: „Robi mi się niedobrze od czyjegoś ględzenia” albo „Słuchając tego wykładu, tak się zmęczyłem, że mnie coś boli w środku”. Tak więc gniew może być tłumiony, ale organizm reaguje.  

Chcąc opisać całe spektrum gniewu i jego ambiwalentny charakter, pragnę zwrócić uwagę na fakt, że gniew może też mieć charakter reakcji pozytywnej. Może służyć  naszemu zdrowiu.  

Opis słusznego gniewu znajdziemy w Ewangelii, chociaż nie bez teologicznego napięcia. Święty Paweł twierdzi, że „miłość nie unosi się gniewem”, ale z drugiej strony wiemy, jak Jezus – uosobienie miłości – broniąc wartości sacrum, zareagował na kupców w świątyni. Uniósł się gniewem! Bronił sacrum! Można zatem mówić o słusznym gniewie, ważnym dla jednostki i społeczeństwa. Być może zasługuje on na rekomendację. Ten stan wymaga energii indywidualnej i uczciwego rozpoznania źródeł gniewu. Co nie ma przecież oznaczać, że wolno nam bezrefleksyjnie uciekać się do przemocy.   

W bańce ideologicznej spotykam brata

Kłopot pojawia się, gdy gniew staje się fanatyczny. Jak odróżnić go od słusznego gniewu? Fanatycy sięgają do wyrazistej ekspresji. Pojawia się nienawiść, piętnowanie, prowokowanie do poczucia krzywdy i przyjemność w niszczeniu drugiej osoby. Taki nienawistnik pozostaje w „bańce ideologicznej”, w hermetycznym zamknięciu. Uważa się za jedynego właściciela prawdy. I na pohybel tym, którzy myślą inaczej! Świat postrzegany jest zero-jedynkowo. Współczesna historia Polski i świata zna wiele takich przykładów, kiedy dehumanizacja tych, którzy odważyli się być inni, prowadziła do dramatycznych konsekwencji. 

Stojąc wobec Innego

Gniew może być sterowany i wywoływany politycznie. Sztandary polityczne mogą prowadzić do zideologizowanej nienawiści, przechodzącej nawet w fanatyzm wojenny. To bardzo niebezpieczne i podstępne działanie. Szczególna odmiana fanatyzmu, którym łatwo się zarazić, to gniew przeciw Innemu, Obcemu. Atakowanie inności w Polsce przybiera na sile tym bardziej, im bardziej oddalamy się od zachodnioeuropejskiego kanonu. Przykładem może być atakowanie osób nieheteroseksualnych. Wśród homofobów znajdzie się wielu takich, którzy sami w sobie odkrywają – może to być proces nieświadomy – impulsy homoseksualne, ale nie zgadzając się na nie, reagują projekcją i atakują innych. Osobliwy paradoks naszej narodowej mitologii przejawia się atakowaniem Żydów, a jednocześnie głęboko wierzymy, że Żyd Jezus Chrystus powinien być Królem Polski.

Dlaczego ten Inny, Obcy jest zły i wywołuje gniew? Szukając odpowiedzi na to pytanie,  warto zwrócić uwagę na nakładanie się czynników biologicznych, o których już wspomniałem, z psychologicznymi i społecznymi.   

Patrioci i kozioł ofiarny

Agresja sama szuka Innego. Grupa, społeczność potrzebują znaleźć kozła ofiarnego. Kozioł ofiarny to mechanizm znany w wielu kulturach, w którym chodzi nie tylko o znalezienie i wskazanie winnego, lecz o umieszczenie zła w obiekcie zewnętrznym i dzięki temu oczyszczenie z win własnych.  

W przestrzeni publicznej w Polsce ostatnimi laty krąży wiele nienawistnego gniewu. Zaczyna się na murach, plakatach, w codziennych rozmowach, w internecie. Na ogół tam się nie kończy. Gniew, który dotyczy Innego, opiera się na uprzedzeniu – czyli na tym, co się uprzednio, przed poznaniem tego Innego, uważało. On jest niedobry, bo jest Arabem, albo Żydem, albo muzułmaninem, albo gejem. Nieważne kim, byleby był Inny. 

W eseju „Do fanatyków” Amos Oz radzi, aby pozostawać w stanie zaciekawienia drugą osobą. Podobną wskazówką kierują się psychoterapeuci w swej praktyce. Zresztą zbieżność między sugestiami izraelskiego pisarza a zasadami pracy terapeutycznej dotyczy także innych reguł:  Zadbaj o wyobraźnię. Zdobądź się na autoironię. Utrzymuj dystans do siebie samego. Dbaj o umiarkowanie, by nie popadać w skrajności.  

Kilka słów o jednym z najważniejszych, boleśnie aktualnych wyzwań w Polsce.  Streszcza się w pytaniu: jak postępujemy wobec Innego? Czy potraktujemy go jako obcego, wrogiego? Czy jak kogoś, kto nas – nietracących własnej tożsamości – może zaciekawić i wzbogacić? Bo tożsamość można rozwijać i wzbogacać. 

Obecnie jesteśmy świadkami, czasami uczestnikami, a czasem ofiarami wojny kulturowej pomiędzy liberałami a konserwatystami. Jedni chcą zmieniać świat, drudzy boją się zmiany. Kłopot w tym, że przy okazji pojawia się sprzężenie zwrotne: oba stanowiska polaryzują się. Nasila się wzajemny gniew, a niekiedy nienawiść.  Zniszczeniu ulegają zarówno jego adresaci, jak i jego organizatorzy. Centrum jest coraz bardziej puste.

Często jako terapeuta zastanawiam się, co musi się stać, by zaistniał dialog?  Czasami rozmowa służy temu, by kogoś pokonać. Zdarza się, że służy do wyrażania siebie i swoich emocji. Ale rozmowa może też prowadzić do wzajemnego zrozumienia i wzbogacania umysłu. Każdy z nas może szukać odpowiedzi na pytanie, od czego zależy to, czy otwiera się na Innego i na dialog z nim, a kiedy się zamyka i podejmuje konfrontację? W świecie polityki na to pytanie nie znajdziemy podpowiedzi, bo tam trwają bezustanne ćwiczenia z nieudanego dialogu.  

Zachodzi silny związek między dialogiem lub jego brakiem a gniewem i destrukcją. Po pierwsze, bez dialogu grozi nam niszcząca spirala gniewu. Po drugie, w gniewie przestajemy siebie rozumieć, czyli tracimy autorefleksję oraz szacunek do siebie i innych. Po trzecie, gdy zaczniemy tłumić gniew, odczujemy to boleśnie fizycznie. Po czwarte, stracimy konstruktywną energię, która przydałaby nam się do słusznego gniewu.  

Gniew to z teologicznego punktu widzenia grzech.  Dla psychologa –  to przede wszystkim silna emocja. Możemy użyć jej do budowy siły i spokoju wewnętrznego, albo – gdy jest niekontrolowana i wyzwolona do poziomu nienawiści wobec drugiego – doprowadzi do niszczenia i samozniszczenia. Jak tego uniknąć? Trzeba poznać siebie i swój gniew.  Dzięki temu będziemy bardziej refleksyjni i dostrzeżemy złożoność tego świata.  Ale to nie upoważnia do etycznego relatywizmu. Bo z faktu, że wszystko jest skomplikowane, nie wynika, że wszystko jest dozwolone.  

Skrót wystąpienia na konferencji Nienieodpowiedziani 2019 z cyklu „7 grzechów głównych”.

Psychiatra, psychoterapeuta, profesor nauk medycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 2016-2019 kierownik Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Jagiellońskiego, Collegium Medicum. Superwizor psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Członek Editorial Advisory Board pisma „Psychiatry. Interpersonal and Biological Processes”. Były przewodniczący Sekcji Naukowej Psychoterapii oraz Sekcji Naukowej Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Autor i współautor publikacji z zakresu psychoterapii, terapii schizofrenii i terapii rodzin.