• Brak produktów w koszyku.

Nieznośne marzenie o egalitaryzmie – rozmowa z prof. Agatą Bielik-Robson

Pani profesor, czego nowocześni mogą zazdrościć antynowoczesnym i odwrotnie, antynowocześni czego mogą pozazdrościć nowoczesnym? Pytanie jest krótkie, ale odpowiedź z pewnością będzie złożona.

Oczywiście, że tak. To nie jest proste pytanie,  bo ono w zasadzie sięga diagnozy tego, co się teraz dzieje. W zasadzie gdyby trafnie na nie odpowiedzieć, to mielibyśmy jednocześnie klucz do zrozumienia wojny kulturowej, tak zwanego kulturkampfu, który toczy się między, wydawałoby się, już zupełnie podzieloną ludzkością, niezdolną do wzajemnej komunikacji, właściwie już się wymykającą w swoim podziale demokratycznym procedurom. 

Czyli to jest całkiem zasadne pytanie.

Tym, co napędza wzajemną nienawiść, są jednocześnie i pogarda, i zazdrość. Dziwne takie złożenie, w którym te dwa wrogie obozy sobą nawzajem pogardzają i jednocześnie sobie czegoś zazdroszczą, zwykle wyobrażając sobie jedno i drugie, bo podział między tymi dwoma plemionami, nowoczesnych i antynowoczesnych, jest już tak głęboki, że w zasadzie my się przestaliśmy znać. My się już nie przedstawiamy sobie jako konkretni ludzie, tylko właśnie jako takie fantazmatyczne, uogólnione twory. Możemy się pokusić o bardziej konkretną odpowiedź na to, co jest przedmiotem zazdrości, zwykle zresztą tajonej. Gdyby zacząć od strony antynowoczesnej, to widać po obecnych protestach w Polsce, jak reaguje na nie strona konserwatywna. Wyraźnie widać rodzaj zawiści wobec niczym nieokiełznanej ekspresji wolnościowej. Te wszystkie połajanki na temat tego, jak ta młodzież się zachowuje, o Boże, co za hołota na ulicach, co za motłoch wyległ, co za wulgarność i tak dalej. To jest dziwnie nadmiarowe, psychologicznie podejrzane, powiedziałabym, i wskazuje na pierwiastek zawiści, że oto widzimy tę młodzież w dużej mierze wyzwoloną z okowów tradycji, nakazów. Co oni sobie myślą, że co, wszystko im wolno, że tak sobie mogą wyjść na ulice i krzyczeć „wypierdalać”? Jak to jest możliwe? A jednocześnie w tym widać rodzaj tego, co Nietzsche nazywał resentymentem, czyli niechęci, ale pierwotnie motywowanej czymś w rodzaju właśnie podziwu i zawiści. Oj, też byśmy chcieli tacy trochę być, oczywiście nie będziemy, nie możemy być, w związku z tym będziemy nienawidzić, ale gdzieś tam w głębi ducha resentyment polega na tym, że trochę zazdrościmy tym, których nienawidzimy.

Przywołała pani resentyment właśnie.

No tak, ale nie chciałabym, żeby wyszło całkiem asymetrycznie, bo wydaje mi się, że nowocześni też czegoś tam od czasu do czasu zazdroszczą tym antynowoczesnym i to też z kolei przejawia się w tym, że krzyczą trochę za głośno, że jakoś tak uparcie nastają na ekspresję własnej godności. Dlaczego? Dlatego, że ta druga strona ciągle im tę godność odbiera, mówiąc właśnie o tych młodych dziewczynach: chołota, kurewki. Straszliwe określenia pod adresem tych demonstrantów padają. A człowiek jest tylko człowiekiem, w związku z tym jest ciągle w tym lustrze relacji społecznych i uwewnętrznia tego rodzaju oskarżenia. Wydaje mi się, patrząc na tę młodzież, którą skądinąd wspieram, że tam jest dużo buntu i agresji wobec wysokiej pozycji moralnej, którą zajmują konserwatyści, którym się wydaje, że mają patent i monopol na wszystko, co piękne, dobre i prawdziwe. I widzę też w tym krzyku element resentymentu, my też byśmy chcieli mieć taki monopol na to, co dobre, mądre i prawdziwe. W tej grze jedna strona obsadziła się bardzo mocno w polskim dyskursie, jako właśnie panowie od prawdy i wartości, więc ta druga też ma ten element resentymentalny, zawidzący w  sobie. To skomplikowana rozgrywka.

Przyznam się, że kiedy czytam analizy, z których wynika, że Polska znajduje się w pasie krajów peryferyjnych rozwiniętej Europy, to budzi się we mnie jakaś niechęć do tego typu kategoryzowania, ale z drugiej strony być może nie ma co się oszukiwać, bo rzeczywiście w jakimś sensie jesteśmy tymi peryferiami. Zastanawiam się nad tym, czy zazdrość nie jest peryferyjna z tego powodu, że właśnie patrząc gdzieś w jakąś inną stronę, my ciągle będziemy na jakimś niższym poziomie niż to, do czego się odwołujemy i przez to będziemy potwierdzać swoją peryferyjność. 

No na pewno to jest podstawowy stosunek peryferii do centrum, we wszystkich teoriach modernizacyjnych zawsze się o tym mówi, że peryferie właśnie mają resentymentalny…

Chcesz przeczytać cały artykuł?

Wspieraj NNO. Otrzymasz dostęp do tego i wszystkich artykułów z magazynu w wersji cyfrowej oraz wydanie papierowe.

Chcesz obejrzeć wykład bezpłatnie?

Dziennikarz radiowy i telewizyjny. Zajmuje się dziennikarstwem idei. W NNO jest redaktorem i prowadzącym wywiady oraz konferencje. Prowadzi też program "BIZON-Biznes Odpowiedzialny i Nowoczesny" w MUZO.FM (Grupa POLSAT). Pisze książki tematyczne, biograficzne i powieści. Jest też moderatorem licznych konferencji i debat związanych z biznesem, zrównoważonym rozwojem, ekologią.