Przejdź do treści

NNO. Po stronie odpowiedzialności.

Komentujemy świat. Chcemy go zmieniać na lepszy.

Poznaj nas
Tłumacze rzeczywistości Tłumacze rzeczywistości Ilustracja Magdalena Pankiewicz
Odpowiedzialność

Tłumacze rzeczywistości


17 września, 2026

Dwa odcinki publicystyki w internecie przypomniały mi ostatnio, jak mało rozumiem. I nic nie zapowiada, żeby miało się to zmienić w świecie komunikacyjnej nieracjonalności.

Po pierwsze rolki

Kilka dni temu natknąłem się na program Grzegorza Sroczyńskiego “Śniadanie symetrystów”. Do odcinka nr 6 w Kanale Zero zaproszeni zostali dr Daria Chibner (“Rzeczpospolita”, “Plus Minus”), dr Zbigniew Nowak (prawnik, wykładowca akademicki), Anna Wittenberg (portal zero.pl) oraz Robert Winnicki (poseł na Sejm RP VIII i IX kadencji). I właśnie były parlamentarzysta powiedział coś niezwykle ciekawego. Stwierdził, że obecność na mównicy sejmowej służy dzisiaj przede wszystkim do montowania rolek i publikowania ich w mediach społecznościowych. Żadna tam ekspozycja swojego stanowiska, żadna debata czy spór polityczny, nic z tego. Czysty show pod zasięgi: dobry kadr, porządne oświetlenie, świetne nagłośnienie – nic tylko korzystać.

Jakie medium, taki przekaz

Od razu przypomniały mi się badania CBOS-u z czerwca 2025 r. pt. “Młodzi i media społecznościowe”. Okazuje się, że osoby w wieku 18-24 lata aż w 39% czerpią z SM informacje o wydarzeniach w kraju i na świecie. Wraz z wiekiem odsetek ten maleje, ale naturalna sztafeta pokoleń z roku na rok zwiększa udział mediów społecznościowych jako pierwszego źródła informacji. Promowane są tam treści radykalne, polaryzujące, wywołujące emocje, szybkie, łatwo zrozumiałe. Błyskawiczny sygnał, medialny dowód słuszności dla swoich, zaoranie pozostałych. Trudno cokolwiek z tego złapać, ale przecież nie chodzi tam o rozumienie, tylko o perswazję i rozrywkę.

Wiele lat temu, jeszcze na studiach, poznałem słynną tezę Marshalla McLuhana, kanadyjskiego teoretyka mediów. Zakłada ona, że medium jest przekazem – forma komunikacji wpływa na odbiorców silniej niż sama treść. Wzbudza takie a nie inne gotowości percepcyjne i w efekcie interpretacje. Pamiętam, że miałem wtedy trudność w odniesieniu tej koncepcji do rzeczywistości. Dzisiaj rozumiem to lepiej: rolki, standardowe 280 znaków wpisu na X, skróty z AI, tak tuba warunkuje odbiór.

Powolny sygnał

Instynktownie czujemy, że odtrutką na tego typu medialne toksyny mogłyby być wyczerpujące, merytoryczne debaty. Hmmm…. Kilka dni po “Śniadaniu symetrystów” obejrzałem u Bogdana Rymanowskiego w programie “Kontra” dyskusję prof. Ziemowita Malechy (Wydział Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Wrocławskiej) i Jakuba Wiecha (dziennikarza gospodarczego, byłego redaktora naczelnego portalu Energetyka24.com). Było to zgoła odmienne spotkanie niż u Grzegorza Sroczyńskiego, dwie godziny rozmowy o transformacji energetycznej. Spokojne, długie wypowiedzi, bez przerywania, powołujące się na liczne artykuły, raporty, dane itd. Powolny sygnał, ale również ideowy dowód słuszności dla swoich, z próbą orania pozostałych. Trudno było to wszystko pomieścić w głowie, nie mówiąc o zrozumieniu.

Codzienne nieracjolności

Zarówno z rolek, jak i z długich wypowiedzi często nie da się wyciągnąć wystarczająco dużo, żeby zidentyfikować prawdę. I wbrew pozorom nie jest to spowodowane jakimiś skrajnie różnymi powodami. Jürgen Habermas, jeden z najwybitniejszych socjologów XX w. (zmarł w marcu tego roku), wśród swoich wielu dokonań intelektualnych stworzył teorię racjonalności komunikacyjnej.

Według Habermasa idealną sytuację komunikacyjną określa kilka czynników, w tym: równość szans, symetria ról, brak przymusu, szczerość i prawdomówność. Ostatnia zmienna wydaje mi się kluczowa. Szczerość i prawdomówność zakłada m.in. gotowość do przyznania się do błędu, braku wiedzy, publicznego uznania racji drugiej strony.

Czy ktokolwiek wyobraża sobie dzisiaj coś podobnego? Czy w ramach (nie)racjonalności ścierających się idei reprezentowanych przez plemiona istnieje w ogóle coś takiego jak oddanie pola w imię prawdy?

Zapoznaję się z komentarzami do debaty Malecha-Wiech, które w ogromnej większości mają zabarwienie ideologiczne (tak jakby główna debata go nie miała…). Dostarczają ich także sami bohaterowie dyskusji, nagrywając wywiady do wywiadu, prezentując dane, raporty, tłumacząc cytowane publikacje, wyrywając z kontekstu wygodne fragmenty do rolek (może Robert Winnicki ma rację?). Rozumiem z tego jeszcze mniej, ale niezmiennie zakładam, że wszyscy racji mieć nie mogą. Albo precyzyjniej: nie ma jej nikt lub jest po jednej stronie, tudzież przechyla się z jednej strony na drugą w zależności od wątku. Przydałby się arbiter, ale kto mógłby wcielić się w tę rolę, komu można by naprawdę zaufać?

Fryderyk Nietzsche twierdził, że moralność ma podłoże estetyczne. Zabicie karalucha czyni z nas bohatera, a motyla – bestię. Podobnie zaufanie, ono również ma mnóstwo nieracjonalnych komponentów jak choćby ideologiczne umocowanie, efekt aureoli, erystyczna sprawność, czy familiarność vs. społeczne dystansowanie. Czasami ufamy tym, którym chcemy, nie tym, którym powinniśmy.

Brawa za niewiedzę

Z drugiej strony, nie da się żyć w nieustannym kontestowaniu rzeczywistości, nie sposób weryfikować wszystkiego. Byłoby to zbyt wyczerpujące i czyniłoby życie upiornym. Na co dzień potrzebujemy uproszczeń i to jest w porządku. Gorzej, kiedy raz na jakiś czas człowiek chciałby coś zrozumieć i niestety musi rozłożyć bezradnie ręce. Tłumaczenie rzeczywistości, której nadrzędną logikę stanowi nieracjonalność komunikacyjna, to droga przez mękę. Prawda gdzieś leży (tylko czasami pośrodku), ale dotarcie do niej może być po prostu niemożliwe. W takiej sytuacji najbardziej racjonalnym wyjściem jest powiedzenie po prostu “nie wiem”. Tylko czy ktokolwiek mógłby takiej szczerości przyklasnąć?

Udostępnij: