Przejdź do treści

NNO. Po stronie odpowiedzialności.

Komentujemy świat. Chcemy go zmieniać na lepszy.

Poznaj nas
Sukces zrównoważonego rozwoju zależy od nas wszystkich. A co jeśli wcale nie i to z trzech powodów? Sukces zrównoważonego rozwoju zależy od nas wszystkich. A co jeśli wcale nie i to z trzech powodów?
Zrównoważony Rozwój

Sukces zrównoważonego rozwoju zależy od nas wszystkich. A co jeśli wcale nie i to z trzech powodów?


8 lipca, 2024

Mamy na gruncie zrównoważonego rozwoju całkiem sporo uproszczeń, obiegowych półprawd a nawet jawnych kłamstw. Eko przejęcie ludzi młodych, zbawcza rola sprawozdawczości, masowe przejęcie kryzysami odległymi w czasie i przestrzeni, dobrowolne samoograniczanie w globalnej skali – oto pierwsze z brzegu przykłady. Sądzę, że jednym z najpoważniejszych nadużyć w tym temacie jest przerzucanie odpowiedzialności za stan świata na NAS WSZYSTKICH.

3 x N

“Wszyscy” oznacza unifikację, wyprasowanie nierówności i licznych wykluczeń. Jesteśmy jednak zbyt zróżnicowani, żeby wrzucać nas do jednego worka odpowiedzialności i sprawczości. Oczekiwanie, że w zrównoważony rozwój zaangażujemy się wszyscy uważam za nieosiągalne, nieuczciwe i… niepotrzebne. Oto dlaczego.

Nieosiągalne

Zacznę od tego, jak realne jest powszechne zaangażowanie w zrównoważony rozwój. Niestety nie jest to możliwe, choćby ze względu na nierówności dochodowe, które od 200 lat pozostają na podobnym poziomie (World Inequality Report 2022).

Najbogatsze 10% ludzkości zgarnia 52% dochodu i gromadzi 76% bogactwa, biedniejsza połowa odpowiednio – 8,5 i 2%. W Polsce – aż trudno w to uwierzyć – udział w bogactwie biedniejszej połowy obywateli i obywatelek wynosi -0,7%. Tak, minus, ponieważ do kalkulacji brane są także długi.

Według GUS-u zasięg ubóstwa relatywnego (licznego jako 50% średnich wydatków w gospodarstwie domowym na miesiąc) sięgnął w 2022 r. prawie 12%. Idźmy dalej: 30% Polek i Polaków jest wykluczonych komunikacyjnie, ubóstwo energetyczne w Polsce sięga kilkunastu proc., 2 mln osób nie ma w domu toalety, ponad 4 mln ludzi życie w zawilgoconych i zagrzybionych mieszkaniach, do tego dochodzą wykluczenia na rynku pracy ze względu na płeć czy wiek.

Jak ludzie, którzy mierzą się z tego rodzaju siermiężnością losu, z takimi trudnościami (czasami nie mogąc związać końca z końcem), mieliby przejąć się zrównoważonym rozwojem? Jak mieliby zmienić swoją konsumpcję lub – co postuluje dewzrost – ją ograniczyć? Nie podważam celowości redukowania popytu, ale uważam, że jest to niestety marzenie ściętej głowy ze względu na ramy strukturalne (łącznie z dziedzicznymi dysfunkcjami społecznymi).

Rozwarstwienie, jak wskazuje Business Commission to Tackle Inequality (inicjatywa przy World Business Council for Sustainable Development), wprowadza pesymizm społeczny, narusza spójność społeczną i poczucie dobra wspólnego, godzi w zaufanie do kluczowych instytucji, podsyca niepokoje polityczne, zwiększa podatność na różnego rodzaju kryzysy i wreszcie, wprowadza społeczny marazm. Zaangażowanie wszystkich w zrównoważony rozwój jest po prostu nierealne.

Nieuczciwe

Prawdą jest, że wszyscy po części odpowiadamy za stan świata. Ale przecież nie w równym stopniu. Żeby dobrze rozpoznać ten wpływ trzeba jednak głęboko zanurzyć się w dane. Przykładem niech będą emisje gazów cieplarnianych – bezpośrednie źródło kryzysu klimatycznego.

W 2022 r. sięgnęły one 57,4 Gt ekwiwalentu dwutlenku węgla (UNEP). Największym krajowym emitentem są Chiny, ale jeśli pod uwagę weźmie się liczbę mieszkańców, na szczyt idą Katar, Bahrajn i Brunei, czyli kraje związane z przemysłem paliwowym. Gdzie są Chiny? Cztery miejsca przed Polską! Dwa razy więcej per capita od Państwa Środka emituje Kanada czy Australia…

Idźmy głębiej – bez kontekstu historycznego się nie obejdzie. Azja emisjami zrównała się z Europą czy Ameryką Północną dopiero u progu lat 80. i 90. XX wieku (Global Carbon Project 2022). Wcześniej przez dziesięciolecia była absolutnie pomijalna pod względem śladu węglowego. A pamiętać trzeba, że dzisiaj Azja ma kilkanaście procent emisji pochodzących ze świata zachodniego (to zmienić ma unijny mechanizm CBAM). Jeszcze gorzej wygląda to z punktu widzenia innych krajów Globalnego Południa, już cierpiących klimatycznie za rozpasanie Północy. Kłania się zatem temat sprawiedliwości klimatycznej.

I jeszcze jeden poziom analizy: jak mówi francuski ekonomista Thomas Piketty, błędem jest traktowanie tzw. krajów rozwiniętych jako monolitów pod kątem odpowiedzialności. W Polsce średnio emitujemy 9,4 tCO2e. Jednak biedniejsza połowa odpowiada w naszym kraju tylko za 5,3 tony, najbogatsze 10% za 27 t, a górny 1% to aż 92 t. W jakim zatem sensie WSZYSCY odpowiadamy za katastrofę klimatyczną?

Niepotrzebne

Podejrzewam, że tu kontrowersji jest najwięcej. Założenie, że tylko wspólnym wysiłkiem zdołamy przełożyć zwrotnicę zrównoważoności na właściwe miejsce, jest w moim przekonaniu nieprawdziwe. Dużo sprawniej działamy przez regulacje, łańcuchy wartości i wpływ kaskadowy.

Największym osiągnięciem ostatnich dziesięcioleci na tym polu jest Protokół montrealski z 1987 r., dzięki któremu uporaliśmy się z problemem dziury ozonowej. Stało się tak nie dlatego, że w latach 90. ubiegłego stulecia 5,5 mld ludzi przestało używać lodówek, dezodorantów czy pianek polimerowych. Udało się to przez odgórną zmianę czynnika chłodniczego, który uniezależnił sukces projektu od zasobności portfela, wiedzy czy światopoglądu jednostek. Tak samo działają sharingi, modele subskrypcji cyfrowych czy automaty paczkowe – zmniejszają presję środowiskową, utrzymując usługę czy produkt.

Takie rozwiązanie, nazywane zbiorczo decouplingiem, kieruje (zupełnie słusznie!) reflektor odpowiedzialności w stronę biznesu, uznając, że posiada on siłę i kompetencje do wprowadzenia zmiany, o czym przekonuje Edelman Trust Barometer 2023. Dotyczy to również wyzwań czysto społecznych, zaczynając od inkluzywnej rekrutacji. To czego potrzebujemy, to systemowe instalowanie decouplingu, a nie zrzucanie winy na jednostki i oczekiwanie indywidualnych „aktywności równoważących rozmaite katastrofy”.

Sprawiedliwie nie znaczy równo

Mark Twain mawiał, że w kłopoty pakujemy się nie przez to, czego nie wiemy, ale przez to, co błędnie uznajemy za rację. Doskonale pasuje mi to spostrzeżenie do problemów zrównoważonego rozwoju.

Wypatrywanie miliardów ludzi, którzy zmienią swoje życie, aby ratować świat, że społeczne krople stworzą w tym względzie ocean jest czekaniem na Godota: czymś nieosiągalnym, nieuczciwym i gruncie rzeczy niekoniecznym. To strata czasu, która nas dodatkowo polaryzuje – delicje dla ruchów populistycznych.

Trzeba sobie zdawać sprawę, jaki jest zakres koniecznej zmiany w kontekście niezrównoważoności. Chodzi praktycznie o każdy wycinek życia: nawyki żywieniowe, sposób ubierania, transport itd. Sytuację komplikuje dodatkowo fakt, że przytłaczająca większość naszej codzienności jest związana z wykorzystaniem energii, na której produkcję nie mamy indywidualnie wpływu.

Fraza “wszystkie ręce na pokład” jest równie wyświechtana, co życzeniowa, a raczej jaskrawo nieadekwatna. Zrównoważony rozwój to jedno z najbardziej skomplikowanych zagadnień współczesności. Bez szczegółu lepiej o nim nie mówić wcale, w przeciwnym razie narażamy się co najmniej na śmieszność. Jakiekolwiek rozprawianie o wstecznych odpowiedzialnościach oraz aktualnej sprawczości musi uwzględniać fakt, że sprawiedliwie nie znaczy równo.

Udostępnij:

Dołącz do naszej społeczności

Zarejestruj się bezpłatnie, otrzymasz dostęp do wykładów, najnowszych artykułów, wywiadów i podcastów.

Dowiedz się więcej