• Brak produktów w koszyku.

Ceńmy to, co mamy, nie marnujmy darów – rozmowa z ks. Adamem Bonieckim

Czy możemy pandemię potraktować jak lekcję?

Jak najbardziej. To jest zresztą szalenie ważna lekcja. Nawet niejedna. Pierwsza jest taka, że chcąc nie chcąc, mnóstwo ludzi odkryło, że rzeczy, które traktowali jako coś oczywistego i należnego, są dobrodziejstwem. Są jak świeże powietrze. Jego brak jest dramatyczny, a obecności nie zauważamy. Mam na myśli bardzo konkretne doświadczenie, które jest moim własnym udziałem. Ktoś z moich bliskich jest teraz w szpitalu. To ktoś, kto wymaga ciągłej, czułej opieki, kto nie jest już taki całkiem samodzielny. I po prostu chciałoby się być przy tym człowieku blisko, pomóc mu, żeby się nie czuł tam samotny. To jest osoba starsza, poważnie chora. I ona jest teraz bardzo, wprost okropnie samotna w tym szpitalu, bo przecież nikt nie może jej odwiedzić. Czasem nie bardzo wie, gdzie jest, co się wokół niej dzieje, nie zawsze rozumie, co się mówi, a przecież jest poddawana różnym zabiegom. Wyobraża sobie pani, co to za potworna samotność?

Dzięki Bogu są jeszcze telefony, ale nie każdy jest w stanie sobie z telefonem poradzić. I nagle widzimy, że rzecz tak normalna jak odwiedziny w szpitalu, siedzenie przy kimś bliskim, chorym jest luksusem, który teraz jest niedostępny.

Doceniamy, co jest naprawdę ważne, dopiero wtedy, kiedy to tracimy?

No właśnie. Myślę, że jest już całe pokolenie, które nie wie, jaką nadzwyczajną rzeczą jest posiadanie paszportu w szufladzie. Nie wiedzą, co znaczy chodzić, żebrać i dostawać jak łaskę od SB ten paszport  na jakiś czas, tylko do konkretnego kraju, na krótko. Dziś to jest normalne, że paszport jest w szufladzie, a granic nie ma. Dlatego wyjazd za granicę to jest dla mnie dodatkowa przyjemność, bo kiedy przez nią przejeżdżam, nie jestem przetrząsany, sprawdzany. Mnóstwo takich rzeczy mamy w życiu codziennym, które są wspaniałe, właściwie są darem, a my ich nie doceniamy. Może z tej lekcji wyniknie, że będziemy sobie cenili to, co jest? Tak łatwo rzeczy cenne uważamy za należne. To jest jedna lekcja, która mi się rzuciła w oczy, przeżyłem to osobiście i bardzo przeżywam w tej chwili. Rozdzierająca lekcja.

Dobrze byłoby to zapamiętać. Ale czy się uda? Nie wiem.

Jakie są te inne, dotkliwe dla księdza utraty?

Doświadczenie redakcji. Robienie „Tygodnika Powszechnego” online jest bardzo pracochłonne i bardzo męczące. Wymaga mnóstwa wysiłku, żeby to skoordynować. Niektórzy z członków redakcji są teraz straszliwie przeciążeni pracą. Wczoraj na przykład przysłuchiwałem się rozmowie o tym, jak to udoskonalić, bo długo tak nie pociągniemy  – niektórzy koledzy od świtu do nocy muszą być w pogotowiu. Ale to nie jest jedyna dotkliwość. My dopiero teraz odkrywamy, co to za wspaniała rzecz – spotykać się w redakcji. I nie chodzi tylko o to, że można natychmiast z biurka w biurko porozmawiać o tekście, ale samo bycie razem to jest ogromna wartość.Ona była tak oczywista, że człowiek tego nie doceniał. A teraz wszyscy po kolei mówią, że im szalenie tego brakuje.

Czyli czego dokładnie?

Przyjacielskiej obecności, która wcale nie ogranicza się wyłącznie do wydawania pisma. Jest się razem. Po prostu. Brak tego bliskiego człowieka obok doprowadza mnie do złych stanów nerwowych.

Może są jakieś rzeczy, które da się robić mechanicznie, bez kontaktu jednego z drugim… ja nie wiem. Ale pisma, takiego jak nasze, nie da się tak robić na dłuższą metę. Ono jest głosem tej konkretnej grupy ludzi. I to, co powstaje, jest wynikiem rozmów, wspólnego wysiłku rozumienia. Nie tylko na kolegiach, zebraniach, ale też w tych rozmowach zupełnie nieformalnych, przy piciu herbaty czy kawy, czy jedzeniu drugiego śniadania.

A inne lekcje przychodzą księdzu na myśl?

Słyszy się, że niektóre firmy czy korporacje zastanawiają się nad pracą zdalną. Uznają, że jeśli można przyoszczędzić, to i lepiej. Skoro ludzie dają radę pracować z domu, to niech tak zostanie.

Ciekawe, kto zaludni te strzeliste biurowce?

Na szczęście to już nie moje zmartwienie. Dla mnie ciekawą lekcją jest doświadczenie kościelne. W „Tygodniku” rozpoczęła się teraz taka arcyciekawa rozmowa o tym, do czego tak naprawdę ksiądz jest potrzebny w kościele. W czasie pandemii wiele osób korzystało z mszy nadawanej przez radio i transmitowanej w sieci. Myśmy przekonali ludzi, że komunię świętą można przyjąć duchowo, że można wzbudzić żal doskonały, np. odmawiając modlitwę papieża Franciszka i wszystko będzie załatwione. Myślę, że nawet kazania lepiej się słucha tak zdalnie. Bo jak cię coś zaciekawi, to możesz wrócić do jakiegoś fragmentu, a jak ksiądz ględzi, to możesz się przerzucić na inną mszę. Już nie mówię o tym, że można to wszystko odbyć rano w piżamie. I teraz pytanie, czym jest to doświadczenie? Jaka lekcja z tego płynie dla nas?

Dla jednych to odkrycie, że w tym kościele jednak była jakaś wspólnota, a dla innych odkrycie, że to był tylko balast, który coś utrudniał i wcale nie przybliżał do Boga. Nawet nie wiem, czy sobie w pełni uświadamiamy, że tu nastąpiło jakieś przewartościowanie. Na razie nie jest głęboko przemyślane. I może na pierwszy rzut oka tego nie widać, bo ludzi znowu jest dużo w kościele, ale jednocześnie coś się zmieniło. Na przykład, jeśli chodzi o to, kto przychodzi do spowiedzi.

Kto przychodzi?

No właśnie, mało kto. Po prostu. Od lat spowiadam we wtorki. Zwykle przychodziło sporo osób, cały czas był wypełniony. Teraz mam puste przebiegi. Jedna osoba się wyspowiada albo żadna…

Może ludzie nie grzeszą? Może żyją święcie? Może po prostu to wyjazdy wakacyjne. Jednak mnie to zastanawia. To doświadczenie jest oczywiście naskórkowe, niepogłębione. Myślałem sobie – tak długo ludzie nie chodzili do…

Chcesz przeczytać cały artykuł?

Wspieraj NNO. Otrzymasz dostęp do tego i wszystkich artykułów z magazynu w wersji cyfrowej oraz wydanie papierowe.

Chcesz obejrzeć wykład bezpłatnie?

Wywiadowczyni, redaktorka, psychoterapeutka. Założycielka i wieloletnia redaktor naczelna miesięcznika „Dziecko”. Publikuje w „Tygodniku Powszechnym", „Gazecie Wyborczej", "Piśmie". Laureatka Nagrody im. Barbary Łopieńskiej za najlepszy wywiad prasowy. Pracuje w warszawskim Laboratorium Psychoedukacji. Rozmowa z drugim człowiekiem to jej zawód, pasja i sposób na przekraczanie samotności.