• Brak produktów w koszyku.

Jedna godzina miesięcznie – rozmowa z Anne Applebaum

Z Anne Applebaum rozmawia Paweł Potoroczyn

Mam wrażenie, że całe to przesilenie cywilizacyjne, którego jesteśmy świadkami, da się zapisać bardzo zwięźle – kryzys odpowiedzialności.

Ten kryzys w dużej mierze wywołały social media. Brak odpowiedzialności za słowo wynika z anonimowości w sieci. Anonimowość zwalnia z odpowiedzialności. Ale tych poziomów odpowiedzialności jest kilka. Myślę, że w inny sposób staram się postępować jako dziennikarka, jako historyk i jako badacz. To jest postawa, którą muszę codziennie weryfikować i redefiniować, bo codziennie stawiam jakąś kropkę, wykrzyknik lub znak zapytania na końcu felietonu czy na końcu rozdziału w książce. Wspólnym mianownikiem wszelkich typów odpowiedzialności jest prawda. Wiesz, prawdopodobnie nie istnieje coś takiego jak 100 procent prawdy, ale na pewno istnieje coś takiego jak dążenie do prawdy – uczciwie opisać rzeczywistość w taki sposób, żeby ludzie to chcieli czytać i żeby mogli zrozumieć. Stale myślę, jak dotrzeć do ludzi. Jak pisać historię w ciekawy sposób? Jak wciągnąć ludzi do historii? Bo nie wystarczy po prostu spisać fakty i daty, bo tego nikt nie przeczyta. Tak rozumiem moją odpowiedzialność, chociaż wiem, że mam tu ograniczony sukces, bo moje książki nie są czytane przez masy, przez miliony. „Czerwony głód” sprzedał się w Polsce w nakładzie około 40 tysięcy egzemplarzy, co było uważane za ogromny sukces. Ale w Polsce jest 40 milionów osób, więc pomyśl, do jak wielu z nich nie dotarłam, mimo że los Ukrainy jest i będzie związany z losem Polaków tak długo, jak długo będziemy mieli pięćset kilometrów wspólnej granicy. Więc jeden typ odpowiedzialności mówi mi, jak pisać. Drugi typ odpowiedzialności mówi mi, po co pisać.

Po co?

Z poczucia odpowiedzialaności wobec rzeczywistości, wobec historii, wobec cywilizacji, do której należę.

Masz jakąś receptę, jak restytuować odpowiedzialność, jak ją przywrócić do obiegu idei, do relacji społecznych?

Częściowo powinni to robić politycy. Ich rolą jest tworzenie wizji dobrego społeczeństwa i przekonywanie do niej, ich rolą jest szukanie odpowiedzi na pytanie, w jakim kraju chcemy żyć. Jakim krajem chcemy być za pięćdziesiąt i sto lat? Jeżeli to nie jest ich rola, to czyja? Pisarze i filozofowie są potrzebni po to, żeby politycy nie myśleli tylko o tym, jak więcej inwestować w infrastrukturę, ale jakimi wartościami powinna kierować się polityka. Bo na tym polega nasza odpowiedzialność, żeby uświadomić wyborcom i wybrańcom, że w ostatecznym bilansie jedyną prawdziwą infrastrukturą są wartości. A nie beton, asfalt, cła i światłowody. Ale jakoś tak się stało w ostatnich latach, tutaj szczególnie, że politycy jakby zaczęli się krępować mówić o rzeczach podstawowych, najważniejszych, i zajmują się tylko bieżącymi rzeczami, często drobiazgami, zajmują się kopcami termitów zamiast ruchami płyt tektonicznych. I nie wiadomo dokładnie dlaczego. Jedni pewnie mają deficyty intelektualne, inni pewnie odkryli, że to się nie sprzedaje w kampanii wyborczej. A może jedno i drugie.

Skąd wziąć lepszych polityków?

To jest trochę nie fair. Wielu ludzi, szczególnie w Polsce, narzeka na polityków, ale jakoś nie chcą grać tej roli. No to jak nie chcesz nic zrobić, to się nie dziw, że zrobią to za ciebie inni, niekoniecznie tacy, którzy kierują się uniwersalnymi wartościami i płynącym z nich poczuciem odpowiedzialności. Jeden z moich przyjaciół, duży przedsiębiorca z tej okolicy, całymi latami narzekał na Platformę, że leniwa, że bez wizji, że zepsuta partia władzy. Ale kiedy mu mówiłam: żyjesz w demokratycznym kraju, zorganizuj swoich kolegów biznesmenów, napisz coś do gazety, wstąp do partii, daj pieniądze think tankowi, zrób cokolwiek, to on mówił: nie, to nie dla mnie, nie mogę. Kiedy ludzie mają poczucie, że polityka jest zajęciem dla grupy nielubianych fachowców, to z demokracją dzieje się źle. To, że mamy poczucie, że polityka daleko odeszła od spraw zwykłych ludzi, jest w jakiejś mierze również winą tych zwykłych ludzi. Jeśli czegoś nie lubisz, coś cię irytuje albo zagraża poczuciu bezpieczeństwa twojej rodziny, dlaczego nic z tym nie zrobisz? Co cię krępuje? To nie jest PRL. Idź głosować, wstąp do partii, przekonuj biernych i gorzej poinformowanych. To jest odpowiedzialność na poziomie obywatelskim. W dłuższej perspektywie inercja obywateli jest równie nieodpowiedzialna jak halucynacje demagogów. Mój starszy syn Aleksander zauważył ciekawą rzecz. Miał doświadczenie jako ochotnik w wyborach w Stanach i w Polsce. W Stanach podczas kampanii wyborczej studenci w weekendy chodzą do lokalnego sztabu wyborczego, siedzą tam cały dzień i dzwonią do wyborców. Jak przyjechał tu, żeby wesprzeć Radka w kampanii do europarlamentu, był zdumiony: gdzie są młodzi ludzie? Where are the volunteers? Był jeden licealista, który codziennie przychodził i pracował. Zapytany, gdzie są jego…

Chcesz przeczytać cały artykuł?

Wspieraj NNO. Otrzymasz dostęp do tego i wszystkich artykułów z magazynu w wersji cyfrowej oraz wydanie papierowe.

Chcesz obejrzeć wykład bezpłatnie?

Dyplomata, wydawca, producent, dziennikarz i publicysta. Publikował w czasopismach polskich (m.in. Tygodnik Powszechny) i zagranicznych. W 2014 został nominowany do Nagrody Literackiej „Nike” oraz do Nagrody Literackiej Gdynia za debiutancką powieść „Ludzka rzecz”. Od 2008 do 2016 dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza.