• Brak produktów w koszyku.

Jady polskie, czyli moralna forma Polaków

Skala zazdrości jest proporcjonalna do moralnej kondycji widocznej w społeczeństwie czy w jego różnych grupach.

Joanna Bator, pisarka, w jednym z wywiadów powiedziała, że w Polsce kłębi się dużo złych emocji. Jeśli rzeczywiście tak jest, to bez wątpienia jedną z nich jest zazdrość. Sprawia, że chcemy innych osłabić, a nawet poniżyć. Zazdrość jest uczuciem destrukcyjnym dla kogoś, kto je żywi, ale i dla społeczeństwa. Komuś, kto je żywi – zwłaszcza wytrwale – przynosi destrukcję osobowości, jakkolwiek samo jego pojawienie się nie jest jeszcze dramatem, bo ludzka natura nie jest anielska. Emocja ta staje się dla nas niszcząca, gdy okazujemy jej pobłażliwość, rezygnujemy z uszlachetniania własnych uczuć, odruchów, dążeń życiowych.

Nawet jeśli generalnie zgodzimy się z tezą o sporym rozmiarze złych emocji w relacjach międzyludzkich w Polsce, to jednak trudno ocenić ich skalę. Pozostanie to subiektywne, ale można przecież kwestię odwrócić. Łatwiej zgodzić się, że obserwujemy niedostatek życzliwości, pozytywnych relacji, właściwej skali bezinteresowności wobec siebie nawzajem. Relacje międzyludzkie są często trudne, ludzie są nieufni, obawiają się, że zostaną potraktowani instrumentalnie (wykorzystani). Często bywają rozgoryczeni. Stosunek do drugiego człowieka nie wynika z pewnej prostoty podejścia, że każdemu powinna przysługiwać wyjściowa życzliwość, okazanie dobrej woli, zwłaszcza jeśli nie pociąga to za sobą jakichś specjalnych „kosztów”.

Relacje międzyludzkie wydają się u nas dość silnie zakorzenione w kalkulacji – jaką pozycję społeczną ktoś zajmuje, jakie ma możliwości „odpłacenia się” za określony przejaw życzliwości. Dochodzi do rozgrywek o pozycje, kto ma więcej praw do uwagi czy innych korzyści z utrzymywania relacji.

Wszystko to ma swoją cenę. Kontakty z innymi obciążają podejrzliwość, niepokój, poczucie ryzyka czy nawet uruchamianie odruchów obronnych. Pojawia się stres tam, gdzie mogłaby mieć miejsce przyjemność z obcowania z innymi.

Dobrzy, ale dla rodziny

Nie trzeba długo szukać, by odnaleźć te wątki w perspektywie historycznej. Przytoczmy choćby opinię Stanisława Szczepanowskiego (1846-1900), publicysty, przedsiębiorcy, który uważał, że mamy do czynienia z nędzą moralną (chodziło mu o ówczesną Galicję).

Adam Podgórecki (1925-1998), znakomity socjolog, wskazywał na fenomen brudnych wspólnot w Polsce jako czynnika, który kształtuje klimat moralny. Jego zdaniem powstają one często z grup, które wyjściowo miały służyć dobru wspólnemu. Są to grupy konfrontujące się ze sobą w nieformalnej rywalizacji o ograniczone dobra, co sprawia, że decydują bodźce skłaniające do niemoralnych zachowań. Socjolodzy mówią także o zjawisku „amoralnego familizmu” (jesteśmy dobrzy, ale dla rodziny) czy „dualizmie etycznym” (przyjmujemy, że dobro można wyrządzić znajomemu, a zło nieznajomemu).

W socjologii funkcjonuje również pojęcie anomii, czyli zaniku dystynkcji między dobrym a złym postępowaniem wobec innych. Istnieje także pojęcie moralnego nomadyzmu, o którym mówimy, gdy ludzie nie posiadają trwałego zakorzeniania w określonych zasadach i regułach postępowania. Wędrują w labiryntach tego, co godziwe i niegodziwe, według upodobań czy potrzeb chwili.

Spirala cnoty

Zazdrość jest nie tylko kwestią indywidualnych odruchowych reakcji człowieka, ale czymś więcej. Nasze reakcje wywodzą się częściowo z klimatu moralnego, który tworzymy jako społeczeństwo albo który powstaje w określonych organizacjach, grupach zawodowych, miejscach pracy, kościołach.

Klimat moralny może nas demoralizować albo uszlachetniać, zachęcać do łamania reguł moralnych albo ich respektowania. Możemy śmiać się albo protestować, gdy ktoś opowie, jak sprytnie zdefraudował własność publiczną albo kogoś oszukał. Możemy podziwiać albo potępiać cwaniaka.

Innymi słowy, działamy, wzmacniając spiralę cnoty albo występku – mówiąc tradycyjnym językiem. Można zakładać, że jeden dobry czyn uprawdopodobnia kilka kolejnych. Podobnie jest z czynami złymi. Rozmnażają się.

Wielu komentatorów wskazywało w przeszłości na różne polskie przywary. Można łatwo odnaleźć opinie o pobłażliwości i chwiejności moralnej. Jeden z duchownych napisał, że nie ma chyba w Polsce więcej ludzi z gruntu złych niż w innych społeczeństwach, „ale dokucza nam brak dojrzałości moralnej, brak charakterów”. Brakuje bowiem poczucia odpowiedzialności za własne czyny i słowa, „za mało ludzi posiadających zasady, bo za mało takich, co mają swoje własne sumienie: najgorszą rzecz zrobią, byle mieli aprobatę danej sfery; dlatego tak często spotykamy u nas pychę, jeszcze częściej małą próżność…”.

Moralne mycie duszy

Leon Petrażycki (1867-1931), prawnik, socjolog, użył pojęcia „jady polskie”, które zdaniem Adama Podgóreckiego ukazują głębokie i nieprzezwyciężalne właściwości Polaków. Sprawiają…

Chcesz przeczytać cały artykuł?

Wspieraj NNO. Otrzymasz dostęp do tego i wszystkich artykułów z magazynu w wersji cyfrowej oraz wydanie papierowe.

Chcesz obejrzeć wykład bezpłatnie?

tytuł naukowy doktora, a następnie doktora habilitowanego uzyskał w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Obecnie wykłada w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Autor siedmiu książek, poza tym wydał dwie książki pod swoją redakcją. Napisał wiele artykułów akademickich, a także publicystycznych, między innymi w „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Wyborczej”, „Obywatelu” i „Nowym Obywatelu”.