• Brak produktów w koszyku.

Jeżeli narozrabiałeś, to przeproś. A jeszcze lepiej nie rozrabiaj – rozmowa z Adamem Ringerem

Z Adamem Ringerem rozmawia Angelika Swoboda

Kiedy pan sobie uświadomił, że istnieje coś takiego jak odpowiedzialność?

Mama wymyślała mi różne zadania. Na przykład chodziłem z puszką na festiwalach książki i zbierałem pieniądze. Zadania dostawałem też w harcerstwie, z którego spektakularnie wyrzucono mnie przy dźwiękach werbli za postawę uznawaną w PRLu za aspołeczną.

Inny przykład: kiedyś szedłem z kolegą i nagle zaatakowali go chuligani. Czułem się za niego odpowiedzialny i w jego obronie biłem się z nimi na pięści.

Obronił go pan?

Obaj dostaliśmy łomot. Z dzieciństwa pamiętam jeszcze ciągłą troskę o mamę, która była ciężko chora i przez większość dnia leżała w łóżku. Zresztą zmarła wcześnie. Nie wiem, czy nazwałbym to odpowiedzialnością, ale zawsze towarzyszyła mi myśl, żeby nie robić czegoś, co mogłoby mamie zaszkodzić.

A później, jako dwudziestoparolatek?

Byłem odpowiedzialny, ale i naiwny. Bardzo radykalny w swoich poglądach. Na lewo ode mnie był tylko mur, proszę mnie jednak nie łączyć z żadną partią komunistyczną. Po prostu czułem ogromną odpowiedzialność za klasę robotniczą, za przyszłość ludzkości, za wszelkie zło tego świata.

Powiało idealizmem.

Gdy miałem 18 lat, wyjechałem z Polski na emigrację do Szwecji. Rozdarty, bo choć po Holokauście prawie już nie miałem rodziny, zostawiłem w Warszawie rodziców. A taki wyjazd wiązał się wówczas z zabraniem obywatelstwa. Dostawało się tzw. dokument podróży w jedną stronę, który działał na wszystkie kraje z wyjątkiem Polski. Za granicą za jedną z bardziej odpowiedzialnych uważałem pracę w ubezpieczeniach. Decydowałem o tym, czy komuś się należy odszkodowanie, czy nie. W ogóle, wie pani, ten wyjazd z Polski był dla mnie wielką traumą.

Dlaczego?

Miotałem się. Walczyłem ze sobą, zastanawiając się, co zrobić. Mama miała 56 lat i była schorowana, ojciec miał lat 57 i właśnie został bez pracy. To był 1968 rok. Gdy kogoś wyrzucono dyscyplinarnie, tak jak jego, dostawał „wilczy bilet”. Rodzice namawiali mnie, żebym wyjechał. Mówili, że w Polsce nie ma dla mnie przyszłości, a było to krótko po tej strasznej antysemickiej nagonce.

Naprawdę miałem wielki dylemat, czy zostawić starych rodziców w tej trudnej sytuacji. A wyjazd wtedy nie był tym samym co dziś. Jechało się na zawsze, bez prawa powrotu, bez prawa przyjazdów. Warunkiem wyjazdu była rezygnacja z polskiego obywatelstwa, dostawało się specjalny dokument podróży, mówiący o tym, że jego posiadacz nie ma prawa wjazdu do Polski. Oznaczało to, że może nigdy już rodziców nie zobaczę. Ale wyjechałem.

Za ich namową.

Więcej niż namową. Za sprawą niezwykle silnej presji. Nazwać to odpowiedzialnym zachowaniem? To była przecież ucieczka. Do dziś nie wiem, czy to było odpowiedzialne, czy też nieodpowiedzialne. Dla mnie to ciekawy przykład, jak odpowiedzialność w przedziwny sposób przeplata się z nieodpowiedzialnością. Albo inaczej, że jest często głęboki konflikt różnych odpowiedzialności i wszystko sprowadza się do wyboru jednej z nich. Na szczęście moi rodzice przyjechali do mnie, do Szwecji, rok później.

Za kogo jest pan odpowiedzialny dziś?

Za rodzinę, moje dzieci, choć są dorosłe. Mamy z żoną troje dzieci, sześcioro wnuków. Mieszkają w Szwecji i w Danii. Niedawno odwiedziłem ich po raz pierwszy po ośmiu pandemicznych miesiącach. I jestem spokojny, bo świetnie sobie radzą. A jeśli chodzi o odpowiedzialność zawodową, to miałem w tym roku iść na emeryturę. Mam 72 lata, wszystko było już przygotowane. I wybuchła pandemia! Myślę sobie: uciekać jak szczur z tonącego okrętu? Nie mogłem tego zrobić. Niedopuszczalne byłoby, żebym w tym momencie oznajmił: „Odchodzę”. Choć w marcu rekrutacja mojej następczyni bądź następcy…

Chcesz przeczytać cały artykuł?

Wspieraj NNO. Otrzymasz dostęp do tego i wszystkich artykułów z magazynu w wersji cyfrowej oraz wydanie papierowe.

Chcesz obejrzeć wykład bezpłatnie?

absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim. Zaczynała jako reporterka kryminalna w katowickiej „Gazecie Wyborczej”, prowadziła audycje w Radiu Pogoda oraz autorski podcast „Miłość i Swoboda”. Obecnie jej wywiady można czytać w magazynie premium Weekend.Gazeta.pl